<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>BifrostEnd&#039;s Blog</title>
	<atom:link href="http://bifrostend.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://bifrostend.wordpress.com</link>
	<description>&#34;Dobrze jest mieć cel u końca podróży, ale w końcu to podróż jest celem&#34;</description>
	<lastBuildDate>Fri, 10 Sep 2010 20:24:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='bifrostend.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>BifrostEnd&#039;s Blog</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://bifrostend.wordpress.com/osd.xml" title="BifrostEnd&#039;s Blog" />
	<atom:link rel='hub' href='http://bifrostend.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Na Mazury, Mazury, Mazury&#8230;</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/09/10/na-mazury-mazury-mazury/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/09/10/na-mazury-mazury-mazury/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Sep 2010 20:24:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=38</guid>
		<description><![CDATA[Yh… Ostatnio żyję tylko i wyłącznie podróżami innych i pewnie to mi na razie pozostanie. Długie na razie. Ale to i tak fajne, że innym się udaje i mogę o tym napisać. Jeszcze lepiej, że znaleźli się ludzie, którzy zwracają &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/09/10/na-mazury-mazury-mazury/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=38&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Yh… Ostatnio żyję tylko i wyłącznie podróżami innych i pewnie to mi na razie pozostanie. Długie na razie. Ale to i tak fajne, że innym się udaje i mogę o tym napisać. Jeszcze lepiej, że znaleźli się ludzie, którzy zwracają się do mnie z prośbą o pomoc i mają nadzieję, że jak coś o nich napiszę, to może pomoże im to spełnić swoje marzenie. I to nie byle jakie. Pozytywnie <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Ale żeby tak też trochę swoim życiem pożyć, to przyszedł ten moment, żeby zabrać się za opisanie Mazur. Chociaż czasu nie ma, to pozbierałam się na tyle, żeby skupić się na tym, co trzeba.</p>
<p>Mazury, czyli 663 km i chociaż odrobina „większego” autostopu w tym roku. Szkoda, że tylko tyle, ale dobrze, że chociaż coś. Nie można przecież w ogóle nie jeździć, bo jeszcze bym się odzwyczaiła, a na przyszły „sezon” mam spore plany i oby się udały. Na razie cicho sza, żeby nie zapeszyć.</p>
<p>Na wstępie (prawie wstępie) pozdrowienia dla Agaty, która zdecydowała się ze mną pojechać i dla Pauliny, która za sprawą CouchSurfingu przyjęła nas w swoje progi. Mimo, że wszystko było raczej bardziej spontaniczne niż mniej. Ale przecież, co tu planować, wystarczy się spakować i pojechać. No to pojechałyśmy. Najpierw (ja) do Katowic, a potem z Katowic do Sosnowca. Autobusem – i to był jedyny środek komunikacji publicznej, z jakiego korzystałyśmy tego dnia. I tutaj ukłon w stronę autostopem.net gdzie ktoś bardzo trafnie wskazał dobre miejsce do łapania. Faktycznie dobre – przy stacji benzynowej (z Katowic np. 805 w stronę Sosnowca – wysiąść bodajże pod szpitalem górniczym i przejść w stronę stacji), z pasem włączającym i ludźmi, którzy jeżdżą tamtędy nawet do Gdańska.</p>
<p>Miejsce idealne, więc wystarczyło tylko zrobić tabliczkę i poczekać. Nie trwało to nawet długo i już zatrzymało nam się auto. O dziwo – z trzema osobami w środku. Zapakowałyśmy się i przez jakiś czas wysłuchiwałyśmy dziwnej rozmowy o organizacji konferencji, opłacaniu przelotów, ekologii i różnych innych sprawach i zastanawiałyśmy się – z kim my to jedziemy?  Sprawa wyjaśniła się sama &#8211; po postoju na śniadanie w ciekawej restauracji (wg naszych kierowców – miejsce, gdzie mają pewność, że mogą zjeść coś wegetariańskiego, a zupa, jaką zamówią na pewno nie jest na mięsie/kościach/tłuszczu zwierzęcym) – jechałyśmy z nikim innym jak z założycielami Klubu Gaja. Kto kojarzy, ten kojarzy, kto nie kojarzy – niech wpisze w Google i zorientuje się, że coś mu się na pewno obiło o uszy. Reszta podróży minęła w takim razie na rozmowach o organizacji, ekologii, Green Peace, wegetarianizmie, ale nie tylko – także o młodzieńczym buncie, autostopie i wielu innych tematach – jak to podczas jazdy na stopa.</p>
<p>Wysiadłyśmy w Tuszynie* – przed Łodzią, gdzie wykorzystałyśmy postój na zaliczenie toalet na stacji benzynowej i zjedzenie śniadania. Zrobiłyśmy tabliczkę od razu na Łowicz z nadzieją, że może ktoś jedzie i uda nam się ominąć męczące przebijanie się przez Łódź.</p>
<p>Zatrzymał się jeden tir, który źle odczytał naszą tabliczkę i zaproponował nam podwiezienie do Łodzi. Musiałyśmy odmówić. Dosłownie po chwili zatrzymał się drugi tir, który też źle przeczytał – i też zaproponował nam podwiezienie do Łodzi, albo ogólnie na trasę nr 1. Odmówiłyśmy, ale coś nas zaczęło zastanawiać. Kierowca widocznie też się zastanawiał, bo wyszedł ponownie z tira i wspólnie przeanalizowaliśmy mapę. Okazało się, że nie wpadłyśmy na lepsze rozwiązanie naszej trasy, a podsunął nam ją nasz kierowca. No, więc jednak skorzystałyśmy z okazji i zapakowałyśmy się do tira, który wiózł pył węglowy. Pomijając korzyść płynącą z tego, że pomógł nam obrać lepszy kierunek w drodze i uniknęłyśmy długiego łapania i pewnie skazania na przechodzenie pieszo Łodzi (sic!), dowiedziałyśmy się wielu ciekawych rzeczy. Historii z (życia) tira wziętych, a także tego jak przewożone jest mleko (nigdy bym się nie spodziewała, że robią z nim takie cyrki jak wożenie dwóch półproduktów, a nie całego mleka, żeby nie kradli O.o).</p>
<p>W okolicach bodajże Zgierza i stacji benzynowej kierowca zaproponował, że przez CB radio zapyta, czy ktoś nie jedzie do naszego Łowicza, bo jest tam jakaś trasa i może ktoś będzie jechał, ale w sumie nie wie … Przytaknęłyśmy z ochotę i w parę sekund później zjeżdżaliśmy na stację benzynową, przy której staliśmy na światłach. Nasz następny tir stał parę samochodów za nami. I tak oto złapałyśmy transport prosto do Łowicza bez zbędnego chodzenia i czekania.</p>
<p>Wdrapałyśmy się do niebieskiego DHL i z kolejnym sympatycznym kierowcą podjechałyśmy pod Łowicz. I to w zasadzie pod centrum, tak jak nam pasowało(kierowca podjechał pod jakieś światła, tłumacząc nam, że jak tu wyjdziemy, to na przestrzał mamy centrum i będziemy mieć bliżej). Wysiadłyśmy, więc i idąc do centrum odbębniłyśmy nasz najdłuższy marsz. Ale same chciałyśmy. O dziwo Łowicz, który kojarzony może być z dżemem, mlekiem, folklorem (patrz: opakowanie tego mleka i kobieta w stroju ludowym), wcale folklorem nie „pachnie”. Miasto jak miasto. Jedyne, co nas trochę zdezorientowało to podział na nowy rynek i stary rynek, trójkątny rynek … Nadal dokładnie nie rozumiem koligacji między tymi rynkami, ale pamiętam, że Łowicz jest jedynym miastem w Polsce i jednym z trzech w Europie, który posiada trójkątny rynek. Nie ma to jak sposób na bycie wyjątkowym <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Po zjedzeniu zupy w rynkowej restauracji, poszłyśmy na drugi rynek, gdzie miała przyjechać po nas Paulina, czyli nasz host w okolicach Łowicza. Przyjechała, zabrała do domu (wieś w okolicach) i zaczęła gotować. W sumie jak zaczęła, to skończyć nie umiała, ale dobrze rozumiem ten pęd gotowania, bo sama byłam w takim ciągu. Musiałyśmy się jednak podzielić trochę robotą, to wykorzystałam też niesamowity i zaskakujący ciąg do zmywania i pozmywałam. Chociaż nie było tego dużo. Poznałyśmy całą sympatyczną rodzinę i bez skrępowania przesiedziałyśmy naprawdę sporo przy kuchennym stole, rozmawiając na naprawdę różne tematy. Z samą Pauliną też poruszyłyśmy wiele tematów. I nikt nie miał mi za złe, że o 7 rano chciałam obejrzeć mecz. Znaleziono dla mnie telewizor, włączono i mogłam sobie oglądać swoją siatkówkę, a nawet jakieś zainteresowanie ogólne to wywołało <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Następnie zostałyśmy podwiezione pod stację benzynową w Kompinie, gdzie z lekką dezaprobatą spojrzałyśmy na pobocze. Beznadziejne. Stwierdziłyśmy, że tir na pewno się nie zatrzyma, skoro nawet zwykła osobówka może mieć problem. No, ale trudno. Pamiętając hasło z „poradnika autostopowicza” można łapać na miejsce genialne, a można spróbować ewentualnie w tak beznadziejnym, że zatrzyma się ktoś, żeby przynajmniej powiedzieć, że „Tu nic nie złapiesz, podwiozę cie w lepsze miejsce”. Zrobiłyśmy tabliczkę i stałyśmy, patrząc ze smutkiem na często przejeżdżające tiry, z których nie mogłyśmy „skorzystać”. I byłyśmy mocno w błędzie, bo pierwszym autem, jakie się zatrzymało był właśnie tir. Z Litwinem za kierownicą. Trochę zajęło nam dogadanie się gdzie chcemy jechać, jak to rozwiążemy. Zrozumiałyśmy, że nasz Litwin jedzie do Warszawy, więc zdecydowałyśmy się wyskoczyć w okolicach ronda w Sochaczewie. Nasz kierowca jednak protestował i nie za bardzo wiedziałyśmy, o co mu chodzi. Zrozumiałyśmy jak nie skręcił na Warszawę, tylko pojechał inną (dłuższą) trasą do Zakroczymia, by wyrzucić nas w okolicach wylotówki dokładnie w naszą stronę. A sam odbił potem na Warszawę. Po drodze jeszcze częstował nas specyficznym litewskim chlebem, oferował, że odda nam cały bochenek, był bardzo miły, uczynny. I w sumie jak każdy kierowca tira za bardzo nie przejmował się gabarytami swojego samochodu – zatrzymał auto w zasadzie na ulicy, żeby skoczyć do sklepu po polskie piwo. No cóż, można i tak <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>W Zakroczymiu szłyśmy ścieżką przy drodze, szukając odpowiedniego miejsca, aż minął nas facet na rowerze z donośnym okrzykiem, że to trzeba łapać, łapać i nie czekać, bo auta uciekną. Posłuchałyśmy więc, pas „pobocza” niby był, więc wyciągnęłyśmy tabliczkę i łapałyśmy. Po jakimś czasie stwierdziłyśmy, że nazwę miejscowości na tabliczce trzeba chyba zmienić, ale nie miałyśmy już żadnego kartonu. No to postanowiłyśmy łapać na tradycyjny kciuk. Po chwili zatrzymało się auto z młodymi ludźmi i jednym autostopowiczem, które jechało dokładnie do Olsztyna – czyli tam, gdzie wypisaną miałyśmy, dopiero, co schowaną tabliczkę. Nasi kierowcy jak się okazało, sami sporo zjeździli na stopa, więc wspólny język został od razu znaleziony.</p>
<p>Niestety okazało się, że jadą do Olsztyna, ale od drugiej strony, w zasadzie do jakiejś okolicznej wsi, niż do centrum. I niestety posłuchałyśmy rady, żeby zjechać z drogi krajowej, gdzie podobno mieli jeździć ludzie już prosto do naszej miejscowości. Może i jeździli, ale nie chcieli się zatrzymywać. Zmarnowałyśmy w Napiwodzie (bo tak nazywało się miejsce, w którym zaczął się mały koszmar) sporo czasu – najpierw na jedzenie i obijanie się pod sklepem, potem na szukanie toalety (dziękujemy Paniom ze sklepu meblowego za uratowanie w potrzebie), a potem na złapanie czegoś konkretnego.</p>
<p>W końcu zatrzymało się jakieś auto, które jechało do sąsiedniej wsi – Zimnej Wody. Ok. 10km, ale byłyśmy gotowe przyjąć wszystko, żeby tylko się stamtąd wydostać. I tak też później wyglądała nasza podróż. Kontrastowo do dnia wcześniejszego, gdzie udało nam się zrobić długą trasę jednym autem. Na szczęście w Zimnej Wodzie złapałyśmy starsze małżeństwo jadące do Kokoszek, czyli ok. 64km. Później znowu krótkie podwózki, na które trzeba było trochę czekać.</p>
<p>Kokoszki – Stare Kiełbonki – mężczyzna, który podejrzewam, że wyskoczył do sklepu po alkohol i paprykę, pomidory, ogórki na przekąski – przynajmniej to miał na tylnym siedzeniu. Podwiózł nas 17km.</p>
<p>Znowu stałyśmy, znowu łapałyśmy, a godzina coraz późniejsza. Krążyłyśmy wokół naszego celu strasznie i jakoś dojechać nie umiałyśmy. Znowu zatrzymało się małżeństwo, jadące tylko kawałek (14km), bo odbijało w Pieckach na Mikołajki.</p>
<p>W Pieckach w końcu nam się poszczęściło i zatrzymał się młody chłopak jadący do … Olsztyna – czyli wróciłyśmy do punktu wyjścia. I w ten oto sposób udało nam się dojechać na miejsce. Dosłownie w samą porę, dosłownie na ostatnią chwilę.</p>
<p>A reszta potem, bo i tak się rozpisałam <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Trzeba to jakoś dozować, albo ktoś powinien mnie w końcu nauczyć, żeby tyle nie gadać/pisać <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Trasa przerobiona w ciągu tych dwóch dni – <strong>509km</strong> – <strong>10</strong> kierowców <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><em>*Niektóre nazwy miejscowości mocno orientacyjne, bo wysiadałyśmy „gdzieś tam” i to chyba były te miejsca <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>PS A ja jutro będę się Hey&#8217;ować <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/38/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/38/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=38&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/09/10/na-mazury-mazury-mazury/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zabieszczaduj dzisiaj z nami &#8230; Dzień 4 &#8211; ostatni</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/27/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-4-ostatni/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/27/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-4-ostatni/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Aug 2010 13:50:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=35</guid>
		<description><![CDATA[Ostatni dzień naszego łażenia i wyprawa nad Solinę. Ostatni dzień, a zarazem … trzeci (pomijając przyjazd). Czy jest tutaj ktoś, kto nie słyszał o „Syndromie Dnia Trzeciego?” Kiedy to człowieka wszystko boli i kiedy nic mu się nie chce? Nas &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/27/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-4-ostatni/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=35&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatni dzień naszego łażenia i wyprawa nad Solinę. Ostatni dzień, a zarazem … trzeci (pomijając przyjazd). Czy jest tutaj ktoś, kto nie słyszał o „Syndromie Dnia Trzeciego?” Kiedy to człowieka wszystko boli i kiedy nic mu się nie chce? Nas to dopadło. Wyszłyśmy na drogę prowadzącą do Olszanicy i zaczęłyśmy łapać stopa. Jedno auto przejechało bardzo szybko obok nas, potem drugie – ale to już się zatrzymało. Pierwsze cofnęło się i wróciło, a zaraz potem stanęło trzecie. Stwierdziłyśmy, że to nie do nas, tylko tak po prostu. Upewniłyśmy się przy tym, gdy drzwi z pierwszego się otworzyły i kobieta pytała się następnych, czy Andrzej się zatrzymał.</p>
<p>Ruszyłyśmy dalej, olewając trzy samochody, z nadzieją, że może coś jeszcze się zatrzyma.</p>
<p>-Hej, macie tam miejsce na jedną autostopowiczkę? Bo nam się obydwie nie zmieszczą!</p>
<p>Dopiero wtedy się zatrzymałyśmy, trochę nie wierząc w to, co się stało. Rozdzieliłyśmy się, wskoczyłyśmy do auta i jak się okazało – trafiłyśmy na ludzi, których widziałyśmy w kościele. Dowiedziałyśmy się (każda w swoim aucie), że zatrzymali się, bo sami wczoraj próbowali łapać stopa i nikt im nie stanął. Dodatkowo wczoraj wpakowali się na jakąś trasę, gdzie cali się pokaleczyli i podejrzewają, że ostatnią osobą, która tym szlakiem przeszła, była ta, która ją wyznaczała.</p>
<p>Dodatkowo jak już się okazało w Olszanicy – Magda trafiła na auto z tym cwaniaczkiem, który nabijał się z jej glanów <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Jaki to świat jest mały. I to akurat jak poszłyśmy do kościoła (bo ja to tego nie robię normalnie).</p>
<p>W Olszanicy stwierdziłyśmy, że złapiemy stopa aż na Lesko, a nie do Uherców (Uherzec?) i stamtąd albo przejdziemy się dłużej nad Solinę, albo złapiemy stopa. I nadal nam się nic nie chciało.</p>
<p>Złapałyśmy stopa do Leska i jechałyśmy z facetem, który na tylnym siedzeniu wiózł otwartą butelkę koniaku. Wziął także jeszcze jednego stopowicza, który niestety był nie do końca normalny psychicznie. Ale my nie narzekamy! Wywiózł nas na rondo, gdzie musiał odbić, ale nam to pasowało, bo odbijała też tam trasa na Solinę. Poszłyśmy jednak wcześniej do sklepu kupiłyśmy Dan Mleko i coś do jedzenia. Potem znalazłyśmy cudowną miejscówkę. Opuszczona Biedronka! Sam mhrok!</p>
<p>Posiedziałyśmy chyba z godzinę na parkingu opuszczonego marketu, popatrzyłyśmy na mapę i zaczęłyśmy pisać tabliczkę na następną miejscowość. Na rondzie dwóch chłopaczków łapało stopa. O dziwo ktoś im się zatrzymał (bardzo o dziwo – nie tylko ze względu na ich wygląd – czyli czapki z daszkiem, workowate bluzki i spodnie baaardzo luźne w kroku, ale także miejsce, w którym łapali – w zasadzie jeszcze na rondzie, ze ścisłym zakazem zatrzymywania się). Ludzie z samochodu krzyczeli im, że mają szybko wsiadać, bo nie wolno tu się zatrzymywać, a Ci jeszcze wybrzydzali, że nie jadą bezpośrednio tam gdzie chcieli. A wywnioskowałyśmy, że też wybierali się nad Solinę.</p>
<p>My natomiast grzecznie pozbierałyśmy się z parkingu i przeszłyśmy kawałek w poszukiwaniu lepszego miejsca. Przy okazji zatrzymałyśmy się na moście, gdzie dość długo zastanawiałyśmy się, czy nie zakończyć naszej podróży i nie posiedzieć tam. Takiego lenia miałyśmy.</p>
<p>Ale pokonałyśmy go, przeszłyśmy jeszcze trochę i dalej łapałyśmy. Zatrzymał nam się facet na poznańskich blachach, który wyglądał trochę jak Niemiec. Akcent też miał taki trochę niemiecki. I zachowywał się tak, że naprawdę mógłby być Niemcem. Ale był bardzo sympatyczny i podwiózł nas tam gdzie chciałyśmy.</p>
<p>Znowu zamiast iść, zrobiłyśmy tabliczkę z nazwą miejscowości, gdzie miałyśmy odbijać na Solinę i tamę. Ale zatrzymało się starsze, bardzo sympatyczne małżeństwo, które zaproponowało trochę inne rozwiązanie i zawiozło nad do Polańczyka, gdzie weszłyśmy nad Solinę od trochę innej strony. I była to bardzo miła podróż, bo nie dość, że nie mówili nam, jaki to autostop jest niebezpieczny, to rozmawiali z nami na różne tematy, nazywając „Sikoreczkami”. Cieszyli się, że jeździmy w dwójkę i polecili na siebie uważać.  Mijaliśmy szkołę, w której kiedyś uczyli – jak się okazało – obydwoje byli nauczycielami – i stąd mąż mówił do swojej żony „Pani Profesor”.</p>
<p>Widocznie ten Polańczyk był nam pisany, bo idąc w stronę jeziora, ktoś mnie zaczepił. Olałam sprawę, nawet nie odwracając się, bo nie chciałam wdawać się w dyskusję z jakimiś debilami. Jak się okazało, nie był to żaden debil, tylko mój stary znajomy z Częstochowy, z którym od lat jeździłam na ten sam obóz zimowy. I żeby akurat w takim miejscu się spotkać!</p>
<p>Ruszyłyśmy potem nad wodę, totalnie nieprzystosowane do rozebranego, bikiniastego i bosego towarzystwa (nasze glany , buty trekkingowi i plecaki nie pasowały na plażę. Pozostało nam się cieszyć, że nie wzięłam kijków…). Posiedziałyśmy chwilę, ale nie było, co robić. Więc jadłyśmy. Niestety paprykarz nie podszedł nam za bardzo do gustu. Próbowałyśmy złapać wodostopa, żeby, chociaż trochę wykorzystać jezioro tak jak się powinno, ale byłyśmy po złej stronie jeziora, gdzie było za płytko, żeby ktokolwiek mógł przypłynąć. Po jakimś czasie siedzenia i nicnierobienia, zerknęłyśmy na niebo i stwierdziłyśmy, że możnaby wracać. To wróciłyśmy. W Polańczyku łapałyśmy stopa. Nie musiałyśmy robić tabliczki, bo miałyśmy gotowe z drogi nad Solinę. Ludzie z przystanku może i patrzyli na nas z lekkim niedowierzaniem, ale to ich strata – bo my po chwili złapałyśmy starego Lublina załadowanego robotnikami, którzy jechali na budowę przez Lesko. Załadowałyśmy się do tyłu wraz z uprzężami, łopatami i różnym takim sprzętem. Robotnicy najpierw proponowali nam wodę, której mieli za dużo, a potem częstowali wódką, ale odmówiłyśmy.</p>
<p>Wysiadłyśmy w Lesku, gdzie przeszłyśmy się po mieście, zjadłyśmy obiad  i ruszyłyśmy na wylotówkę w stronę Olszanicy. Zaliczyłyśmy jeszcze po drodze toaletę w knajpie, gdzie przyjmowano także zakłady bukmacherskie. Na drzwiach było napisane, że toaleta płatna, w klucz w barze, więc poczekałyśmy aż Pani przyjmie zamówienie i oznajmiłyśmy, że chcemy skorzystać z toalety.</p>
<p>-Proszę bardzo.</p>
<p>I sobie poszła. No nic, zawsze to lepiej postać pięć minut, żeby uzyskać zgodę na skorzystanie z toalety i niepłacenie, niż czekanie i płacenie. Zrobiłyśmy, co swoje i ruszyłyśmy w poszukiwaniu dobrego miejsca.</p>
<p>Nie wyglądało to zbyt optymistycznie, bo pobocza nie było żadnego, a znaki informowały, że przez najbliższych kilka kilometrów czekają nas same zakręty. W końcu po chwili marszu zobaczyłyśmy zjazd na małą dróżkę w bok i przerwę między jedną serią zakrętów, a drugą.</p>
<p>-Magda, może tutaj?</p>
<p>-Może…</p>
<p>Akurat jechały auta, to wystawiłyśmy tabliczkę. Pierwsze auto przejechało bez „słowa”, drugie zjechało na pobocze. Z szeroko otwartymi oczami podleciałyśmy do kierowcy, który faktycznie, chciał zawieźć nad do Olszanicy.</p>
<p>Był chyba mocno wstydliwy, bo po drodze prawie w ogóle się nie odzywał. W momencie, gdy chciałyśmy wysiadać, okazało się, że jedzie dalej i może nas podwieźć do naszej wsi. Z tym, że chciałyśmy zrobić jeszcze zakupy. Stwierdził, że też coś musi kupić i poczeka. Skoczyłyśmy do delikatesów, nakupiłyśmy pełno rzeczy, w tym piwo dla Państwa Rodziców i Ewy w podziękowaniu za to, że nas przygarnęli. Wyszłyśmy ze sklepu, a nasz kierowca już na nas czekał. I jak później zobaczyłyśmy – niczego nie kupił, tylko mówił, że musi iść do sklepu, żeby nam nie było głupio…</p>
<p>Po drodze okazało się, że musi skręcić jeszcze przed naszą wsią, ale może nas podwieźć. Zrezygnowałyśmy, żeby go nie naciągać, bo i tak sporo nam pomógł.</p>
<p>I znowu okazało się, że tak musiało być – bo gdy jak żule zatrzymałyśmy się na ławce, żeby coś zjeść i wypić, a potem poszłyśmy oddać butelki i kupić nowe, to spotkałyśmy Panią Mamę, która właśnie chciała kupić sobie i mężowi (Panu Tacie) piwo. Gdyby nas nie spotkała, to to, które my im kupiliśmy by się zmarnowało. I dodatkowo podjechałyśmy autem bezpośrednio pod dom. A przecież mogliśmy się po drodze minąć.</p>
<p>Następnego dnia ruszyłyśmy do domu. Na nasze nieszczęście – PKSem. Bo miało być szybciej, bo Magdzie się śpieszyło na wykłady na 17. I już chyba nigdy nie zrobimy takiego błędu, bo byłyśmy w Katowicach po 18, po męczącej, całodziennej podróży w dusznym autobusie, od którego bolały nas tyłki i miałyśmy dość patrzenia na korki. Jedyny plus to odkrycie taniego baru, rodem z PRLu na dworcu w Tarnowie. Ale i tak … niech żyje autostop!</p>
<p>Zdjęć jak nie było &#8211; tak nie ma.</p>
<p>ALE&#8230; co tam <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Podczas tego Bieszczadowego wyjazdu jechałyśmy 14 samochodami i zrobiłyśmy ok. 240 km <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Ale &#8230; nie liczy się ilość, a jakość :]</p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/35/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/35/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=35&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/27/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-4-ostatni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zabieszczaduj dzisiaj z nami &#8230; Dzień 2 i 3</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/26/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-2-i-3/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/26/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-2-i-3/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 12:47:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=32</guid>
		<description><![CDATA[Następnego dnia była niedziela i chociaż miałyśmy w planach różne trasy, w zasadzie nic nie doszło do skutku, co nam się cholernie nie spodobało, no, ale trudno. Tak już jest. Zaliczyłyśmy za to wizytę w kościele, z nadzieją na spotkanie &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/26/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-2-i-3/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=32&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Następnego dnia była niedziela i chociaż miałyśmy w planach różne trasy, w zasadzie nic nie doszło do skutku, co nam się cholernie nie spodobało, no, ale trudno. Tak już jest. Zaliczyłyśmy za to wizytę w kościele, z nadzieją na spotkanie Sebastiana, który pisał nam smsa, że jeszcze na mszy będzie. Sebastiana nie spotkałyśmy, ale stojąc na dworze mogłyśmy podziwiać widoki, księdza w długich włosach, który mijał nas dzień wcześniej na motorze i podziwiał (pomarańczowe) glany Magdy. Także dziecko, które przez całą mszę kombinowało, co by tu zrobić, aż w końcu wlazło do półki pod wózkiem i tam utknęło. W kościele nie byłyśmy jedynymi turystami, bo przyszły też inne osoby z plecakami. W tym rodzinka z młodym chłopaczkiem, cwaniakiem, który przez całą mszę nas wkurzał i nabijał się z butów Magdy i chyba ogólnie z nas.</p>
<p>Potem z Państwem Rodzicami i Ewą wybraliśmy się na Święto Chleba, gdzie pożarłyśmy sporo świeżo pieczonego chleba, posłuchałyśmy różnych zespołów (ruchu, ruchu, ruchu! <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> ), a Magda zjadła największą watę, jaką się da zrobić i zapłaciła za nią tylko 5zł.</p>
<p>W poniedziałek chciałyśmy skoczyć jakimś szlakiem nad Solinę, ale Państwo Rodzice wyszli z propozycją, że zawiozą nas do Ustrzyk Górnych i stamtąd wyskoczymy sobie na Połoninę. Zgodziłyśmy się, chociaż tak naprawdę kręciło nas dojechanie tam na stopa (albo przynajmniej mnie kręciło) i zrobienie dwóch połonin, a może i jeszcze czegoś w jeden dzień. Pan Tata wysadził nas w Brzegach, czyli w miejscu między dwoma połoninami, gdzie miałyśmy do wyboru jedną z nich. Poszłyśmy na Caryńską. Oczywiście już od pierwszych kroków czekałyśmy na miejsce, gdzie ze spokojnym sumieniem mogłybyśmy zacząć jeść. Co, jak co, ale razem z Magdą, gdziekolwiek byśmy nie były – musimy jeść. I o dziwo nie tyjemy. Albo przynajmniej ja nie tyję. Z Magdą. Kiedy indziej, to już inna bajka.</p>
<p>Po jedzeniu poszłyśmy dalej, podziwiając widoki i szukając miejsca na kolejne jedzenie. Magda pozbyła się stanika, twierdząc, że jest teraz typowa turystką. Minęłyśmy po drodze inny rodzaj turystki – ona w przeciwieństwie do Magdy nosiła stanik, ale nie nosiła bluzki. Niestety. I to wielkie NIESTETY, bo swoim … wyglądem … raczej nie zachwycała oczu.</p>
<p>Moje kolana odmawiały posłuszeństwa, ale im się nie dziwię, bo nie doszły do siebie po ekscesach związanych z moją pracą. Za to miałyśmy o wiele więcej okazji na podziwianie widoków. Kolejnym punktem na przerwę i jedzenie miał być czubek ostatniego podejścia, ale gdy zobaczyłyśmy ile tam jest ludzi, postanowiłyśmy pokonsumować trochę wcześniej. Usiadłyśmy na skałkach i zabrałyśmy się za wpieprzanie chleba z pasztetem. Musiałyśmy jednak przerwać, w obawie, że skończy nam się chleb i po drodze umrzemy z głodu. Ruszyłyśmy dalej, zrobiłyśmy sobie zdjęcie na kamieniu, gdzie wszyscy je robili, pstryknęłyśmy fotę zakonnicom, bo nas o to prosiły, i po chwili byłyśmy już na dole – w Ustrzykach, gdzie usiadłyśmy w knajpie i kupiłyśmy dmuchane frytki, na które miałyśmy ochotę od dawna. Potem zadałyśmy sobie pytanie, które chyba powinno wejść nam w nałóg „Na stopa, czy PKS?”. Uparłam się przy stopie, zrobiłyśmy tabliczkę na Ustrzyki Dolne i ruszyłyśmy drogą. Nic się nie zatrzymywało, ale też nikogo nie powinno to dziwić, bo miejsca na stawanie nie było. Za to później doszłyśmy do przystanku, gdzie postanowiłyśmy zostać, bo i miejsce dobre i była tez nadzieja, że jakbyśmy nie zdążyły złapać, to przyjedzie jakiś PKS i pojedziemy taką opcją.</p>
<p>Na szczęście po chwili zatrzymał się facet z dzieckiem. Jak się okazało także byli na Połoninie Caryńskiej, ale trochę inną trasą. I owszem – i mi i Magdzie wydawało się, że przynajmniej tę dziewczynkę widziałyśmy po drodze. Nasz kierowca miał rejestracje z Jaworzna, czyli jak widać – ślązak na ślązaka trafi. Nawet, jeśli to jest tylko Jaworzno. Podwieźli nas nie do Ustrzyk, ale do, Rabe, ale i tak nas to cieszyło, bo wydawało nam się, że teraz jest większa szansa złapać kogoś odpowiedniego, niż przy zejściu ze szlaków.</p>
<p>Przeszłyśmy kawałek, znalazłyśmy odpowiednie miejsce. Albo takie, chociaż trochę odpowiednie. Postanowiłyśmy porobić jakieś zdjęcia ze stopowania, bo takich nie miałyśmy. Oczywiście w momencie, gdy Magda wyciągnęła aparat, zatrzymało się kolejne auto.</p>
<p>Wskoczyłyśmy do środka i po chwili rozmowy wyszło nam, że kierowca i jego żona mieli jechać inną trasą, ale jak już się zatrzymali, to mogą pojechać i przez Ustrzyki Dolne, żeby nas wysadzić po drodze. Po chwili zerkania na mapę, wyszło nam, że skoro jadą nad Solinę, to w zasadzie albo będą jechać przez Olszanicę, albo odbiją w Ustianowej – czyli w zasadzie zaraz przed nią. Po chwili rozmowy padło pytanie czy jesteśmy miejscowe. Odpowiedziałyśmy, że nie, że „Jesteśmy z górnego śląska, okolic Katowic” – czyli zdanie, które zawsze wypowiadam w trasie, bo mało, kto i tak się orientuje skąd konkretnie jestem, a tak przynajmniej ma jakikolwiek zarys, bez zbędnego tłumaczenia. Na co dziewczyna siedząca z przodu odwróciła się i z wielkim uśmiechem powiedziała:</p>
<p>-O. A my som z Piekar!</p>
<p>No to się rozpoczęła gadka. Oczywiście kojarzyli nasze miejscowości, a nawet nasze wsie. W zakątku Magdy podobno nawet na jakimś weselu byli. Zaproponowali nam, żebyśmy pojechali z nimi nad Solinę, ale musiałyśmy zrezygnować, bo zanosiło się na deszcz i burzę, a miałyśmy przed sobą jeszcze dziesięciokilometrowy marsz z Olszanicy do domu.</p>
<p>Wysiadłyśmy w Ustianowej na przystanku, zrobiłyśmy tabliczkę i poszłyśmy łapać. Po chwili usłyszałyśmy padający deszcz.</p>
<p>-Cholera, nie …</p>
<p>Po czym odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy, że coś nie gra. Deszcz pada, słychać go jak leje, ale … nie na nas! Padał 3m obok. Wybuchłyśmy śmiechem, zamiast wykorzystać tę chwilę i przejść gdzieś, gdzie byśmy nie zmokły. Śmiałyśmy się tak długo aż ściana deszczu doszła do nas. Wtedy przestałyśmy i poleciałyśmy na przystanek.</p>
<p>Ubrałam się w mój zielony, przeciwdeszczowy celofanik i poszłam łapać sama, zostawiając Magdę z plecakami pod wiatą. Nikt się nie zatrzymał, ale po chwili przestało padać, więc zrzuciłam okrycie,  wyciągnęłyśmy na pokaz plecaki i bach – już jakieś auto stało na poboczu.</p>
<p>Bardzo dziwny kierowca, który nakrzyczał na mnie, że nie zapięłam pasów. I bardzo dobrze, że za niezapięcie pasów mnie opieprzył, tylko szkoda, że zrobił to nim zdążyłam wejść do auta. Ale podwiózł nas do Olszanicy, gdzie wskoczyłyśmy do Delikatesów, kupując jedzenie na drogę (i na marsz do naszej wsi i na dzień następny). Ja kupiłam sobie litr mleka, bo miałam na nie chęć już od dawna. Wyciągnęłyśmy tabliczkę, przeszłyśmy w odpowiednie miejsce i zatrzymałyśmy się w zasadzie na zrobienie sobie kanapek, niż na łapanie. Ale jak przejeżdżało pierwsze auto, to z przyzwyczajenia wyciągnęłyśmy tabliczkę. Oczywiście zatrzymało się, więc w pośpiechu zakręcałam mleko, chowałam jedzenie, zamykałam plecak i ładowałam się do zdezelowanego busika. Szczerbaty i mocno starszy kierowca mówił, że zawiezie nas do samej naszej wsi, ale jak się okazało wyrzucił nas praktycznie w połowie drogi. Z myślą, że zawsze to bliżej, stanęłyśmy na przystanku. Ja wyciągałam jedzenie i piłam mleko, Magda wychodziła z tabliczką, w razie gdyby coś jechało.</p>
<p>Akurat jechało. Zatrzymało się z piskiem opon, kobieta otworzyła okno, przeczytała napis na tabliczce i stwierdziła, że to nie w ich stronę. Już mieli odjechać, gdy po naradzie z kierowcą, stwierdzili, że mogą nas przecież trochę podwieźć.</p>
<p>I mimo tego, że jechali zaledwie trzy domy dalej po tanie, przemycane fajki – podwieźli nas do naszej wsi. Może nie dokładnie pod dom, ale już zupełnie niedaleko. Podróż była bardzo … dziwna i naprawdę wydaje nam się, że dziewczyna była mocno ujarana. Ale co tam! Pozdrawiam, a co <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Doszłyśmy do domu i dopiero wtedy rzuciłyśmy się na jedzenie.</p>
<p>Ano&#8230;</p>
<p>Ale&#8230;</p>
<p>Peeewnie.<br />
Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/32/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/32/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=32&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/26/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-2-i-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zabieszczaduj dzisiaj z nami &#8230; Dzień 1</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/25/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-1/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/25/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-1/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Aug 2010 20:32:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=26</guid>
		<description><![CDATA[Anioły są takie ciche, zwłaszcza te w Bieszczadach. I wszystko mają zielone. Ale to, dlatego, że w Bieszczadach wszystko jest „kur*a zielone” jak to określiła moja Eluchna. Każde pasmo gór jest piękne na swój sposób, a Bieszczady urzekają właśnie tą &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/25/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-1/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=26&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Anioły są takie ciche, zwłaszcza te w Bieszczadach. I wszystko mają zielone. Ale to, dlatego, że w Bieszczadach wszystko jest „kur*a zielone” jak to określiła moja Eluchna. Każde pasmo gór jest piękne na swój sposób, a Bieszczady urzekają właśnie tą zielenią, ogromem lasów, połonin itd. Dlatego, gdy tylko usłyszałam, że moja koleżanka zostaje w Bieszczadach tylko do wtorku, mimo tego, że był to czwartek – zaczęłam szukać towarzysza podróży. Miałam ochotę na chodzenie po górach, cieszenie się widokiem i może przy okazji przejażdżkę autostopem. I co z tego, że dopiero w piątek wieczorem dostałam odpowiedź od Magdy, że jedzie. Co z tego, że jak zwykle zaczęłam się pakować w środku nocy i jak się okazało – nigdzie nie było mojego plecaka. Nie zwracając uwagi na to, że może i co poniektórych budzę kontaktowałam się ze znajomymi, czy mi ktoś nie pomoże i nie uratuje od wycieczki w reklamówkach. O 6 rano dostałam ostatnie odpowiedzi, że niestety muszę sobie radzić sama. Dlatego zapakowałam się w stary plecak, o wiele mniejszy niż to, co potrzebowałam i oczywiście z zepsutą regulacją szelek  itd. W sam raz na dłuższy marsz.</p>
<p>Mogłam przewidzieć, że jak to się mówi – nieszczęścia chodzą parami i jak się coś ma spieprzyć, to się spieprzy i to najlepiej wszystko na raz.</p>
<p>Gdy już się spakowałam i cudem (naprawdę cudem!) upchnęłam wszystko w jednym plecaku i wymyśliłam jak przytroczyć do niego drugi (z jedzeniem rzecz jasna) i karimatę, dostałam wiadomość od Magdy, że jej pociąg ma opóźnienie i to raczej takie, przez które nie zdąży na nasz pociąg do Katowic. Szlag mnie trafił kolejny raz tego dnia, ale na spokojnie wypiłam kawę z mojego półlitrowego kubka i poszłam sprawdzić, czy mamy jakiś inny pociąg, bądź autobus, żeby zdążyć na nasz pociąg do Rzeszowa. Jak się okazało, coś mi się popieprzyło i nie dość, że nie ma żadnego pociągu żeby zdążyć, to w dodatku TLK z Katowic do Rzeszowa odjeżdża godzinę wcześniej niż mi się wydawało. Czyli wniosek jeden – z tej opcji dojazdu nici.</p>
<p>Oczywiście pociąg Magdy spóźnił się tak bardzo, że uciekł nam autobus do Katowic i na następny musiałyśmy czekać. Czekałyśmy z nadzieją, że zdążymy przynajmniej na PKS do Olszanicy, co będzie dla nas opcją trochę droższą (dla Magdy trochę, dla mnie cholernie droższą z racji zniżek na PKP). Po takim początku dnia nie spodziewałyśmy się dobrych niespodzianek, jednak okazało się, że być może nie ma tak źle i facet, który siedział obok nas w autobusie (bardzo dziwny facet, tak swoją drogą), ma rozkład pociągów z Katowic i wynalazł nam jakieś inne połączenie do Rzeszowa. I na tym znowu skończyło się nasze szczęście, bo po przyjściu na dworzec postanowiłyśmy oddać, albo przynajmniej przebukować nasze bilety. Zgodnie z instrukcją na okienkach udałam się pod kasę wydającą bilety TLK, gdzie po chwili czekania na swoją kolej zostałam odesłana w inne miejsce (sama musiałam wpaść na to, w które), ponieważ mój bilet był (UWAGA!) zielony, a oni mają inny kolor druczków. Upewniłam się jeszcze chyba z trzy razy, czy to, aby na pewno jest jakaś różnica, skoro jeden i drugi bilet jest na Tanie Linie Kolejowe i w ogóle … Jak się okazało, dla tej Pani, czy tam dla kolei – jest to ogromna różnica. Trudno. Poszłam do normalnego okienka, gdzie odczekałam swoje w kolejce, dzięki Bogu jakiś Pan nas wpuścił przed siebie, bo zobaczył, że nam się śpieszy i zapewne myślał, że zajmie to chwilkę. Też tak myślałam, ale znowu (sic!) byłam w błędzie. Pani z tego okienka nie miała w ogóle pojęcia, o jakim pociągu mówię, co to jest za bilet i dlaczego przyszłam z nim do niej, a nie do okienka TLK. Na hasło o innym kolorze biletu parsknęła śmiechem, co pewnie i ja bym zrobiła, gdybym nie była aż tak wkurzona. Później chyba przez dziesięć minut pisała baaaardzo ładnym i pracochłonnym pismem, że bilet całkowicie niewykorzystany i coś tam, coś tam. Poszła się kogoś spytać ile może nam zwrócić pieniędzy. Uprzejmy Pan, który zamienił się z nami miejscem, przeszedł do innego okienka i zdążył już zostać obsłużony. A my nadal czekałyśmy. W końcu udało się i z dwoma nowymi biletami w dłoni i zwróconą różnicą między biletami poszłyśmy na peron. Nie zdążyłyśmy nawet zrzucić plecaków i zastanowić się, na który tor podjedzie nasz pociąg, gdy usłyszałyśmy to, co wszyscy podróżujący PKP uwielbiają – że nasz pociąg ma 40 minutowe opóźnienie i oczywiście wisienka na deser:</p>
<p>-Opóźnienie to może ulec zmianie.</p>
<p>I oczywiście uległo. W momencie, gdy dostałam pierwszego smsa od Ewy z pytaniem, gdzie jesteśmy i czym jedziemy, siedziałyśmy na peronie w Katowicach i nie byłyśmy ani chwilę bliższe dojechania na miejsce niż parę godzin wcześniej. Żeby jej nie martwić odpisałam, że jedziemy, a kwestię tego czym – to ominęłam. Nie tylko, dlatego, żeby się nie stresowała, ale po prostu sama nie wiedziałam, czym i kiedy dojedziemy na miejsce. I czy w ogóle.</p>
<p>Czekając na pociąg wymieniałyśmy się spostrzeżeniami, co jeszcze może się spieprzyć i zabrałyśmy się za jedzenie. Po prawie dwóch godzinach czekania pociąg wjechał na stację, udało nam się zająć miejsce siedzące i w końcu ruszyć w trasę. O dziwo nasze bilety były dobre, nikt nie pomylił się przy wymianie, my nie pomyliłyśmy pociągu i w ogóle.</p>
<p>Gdyby nie to, że w pociągu zaczęło się robić coraz bardziej ciepło, byłoby dobrze. Na szczęście okna w pociągu się otwierały i spędziłyśmy połowę drogi wychylone na zewnątrz, ciesząc się jak dzieci. Z tym, że jak w końcu rozpadało się na dobre, byłyśmy zmuszone je zamknąć, żeby nie padało na innych pasażerów. Swoją drogą, jeśli już przy innych pasażerach jesteśmy – pozdrawiam serdecznie młodą Panią z teczką pełną CV jakichś ludzi. Nie i wcale nie było widać, że jak zakładała Pani okulary i zasłaniała się papierami, to śmiała się Pani z tego, co Ci ludzie tam wypisali. A mnie i Magdę wręcz ciekawość zżerała, co Pani tam czyta i co to w ogóle za firma. Ale co tam, pozdrawiamy! <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Z lekkim opóźnieniem nabytym jeszcze na trasie, dotarłyśmy do Rzeszowa i zastanowiłyśmy się nad problemem „I co dalej”. Miałyśmy do wyboru albo znalezienie PKSa, albo próbowanie na stopa. Z tym, że w planach miałyśmy wcześniejszy przyjazd do Rzeszowa, żeby w razie niepowodzenia ze stopowaniem, mieć możliwość wrócenia na różne PKSy. Potem się to trochę pokomplikowało.</p>
<p>Oczywiście byłam za stopowaniem, szczególnie, dlatego, że nawet, jeśli gdzieś byśmy utknęły, to niespecjalnie bym się tym przejęła, a co, jak co, ale jazdę na stopa uwielbiam. Co chyba widać po tym blogu. Natomiast nie byłam pewna, co do Magdy, która nie dość, że była pierwszy raz w Bieszczadach, to nigdy stopem nie podróżowała. Dlatego najpierw poszłyśmy się zorientować w godzinach odjazdów PKSów. Okazało się, że jakąś tam opcję mamy. Z tym, że do Sanoka, z którego i tak musiałybyśmy się dostać dalej niewiadomo jak. Z tym, że wg Pani  z Informacji Turystycznej, z Sanoka do naszej Olszanicy powinno być więcej połączeń. Była też opcja bezpośrednio do Olszanicy, ale po 20. Długo nie musiałyśmy obliczać, o której byłybyśmy na miejscu i ile zajęłoby nam przejście 10km w zupełnych ciemnościach, do wsi, w której byłyśmy zakwaterowane. Byłyśmy już jakiś czas w Rzeszowie i mimo rozważania wielu opcji, nie posunęłyśmy się ani trochę do przodu. W końcu spytałyśmy się o cenę PKSu do Sanoka, a po usłyszeniu jej –zdecydowałyśmy się na stopa.</p>
<p>Poszłyśmy kupić bilety, na których kioskarz zapewne nas oszukał, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że przejazd kilku przystanków może kosztować 3 zł z groszami i, że nie ma zniżki uczniowskiej. W każdym bądź razie nie kłóciłyśmy się długo, tylko i wyłącznie, dlatego, że lepiej zapłacić więcej za bilet, niż później za mandat.</p>
<p>W autobusie w zasadzie nikogo nie było, więc nie przeszkadzałyśmy nikomu z naszymi tobołami, ale też nie było, kogo się zapytać, gdzie mamy wysiąść. Nie przejmowałyśmy się tym jednak i tak zupełnie na czuja, wysiadłyśmy w miejscu, które wydawało się odpowiednio oddalone od miasta i odpowiednie do zatrzymywania się nawet tira.</p>
<p>Zrzuciłyśmy plecaki na pobocze, nagryzmoliłyśmy na kartce duże litery „Sanok” (na odwrocie mojego spisu autobusów z Rzeszowa, bo oczywiście zapomniałam innych kartek, czy chociażby kartonu. Za to markera wzięłam!). Postałyśmy dosłownie chwilę, po czym zatrzymał nam się młody i sympatyczny człowiek. Mimo tego, że nasze plecaki były mocno nieforemne i duże, dałyśmy radę wejść do środka. Z tym, że mi było zupełnie wygodnie, Magdzie chyba trochę mniej, bo była zmuszona siedzieć przywalona tymi wszystkimi bagażami. Ale dała radę. Po krótkiej rozmowie nasz kierowca okazał się być byłym autostopowiczem i miał nas zawieźć do miejscowości niedaleko Sanoka. Nie był to zupełnie nasz cel, ale – zawsze do przodu. I w dodatku obiecywał nam, że wysadzi nas w takim miejscu, gdzie sam kiedyś łapał i na pewno ktoś nam się zatrzyma. Po drodze wstąpił jeszcze do Biedronki i w momencie, gdy wychodziłyśmy z auta, żeby nie czuł się skrępowany tym, że musi nas wyprosić, czy coś takiego, stwierdził, że jak nie chce nam się, to nie musimy wychodzić, że on zaraz wróci. I nie powiem, bardzo zdziwiło mnie jego zaufanie do autostopowiczów. Mimo tego, że kiedyś wcześniej sam jeździł. W międzyczasie przypomniało mi się, że potrzebujemy kartonu, więc wykorzystałam biedronkę i za zgodą kasjerki zwinęłam pudło po sokach. Po zakupach zostałyśmy wysadzone na przystanku w Brzozowie. Zrobiłyśmy sobie karteczkę od razu na Zagórz, z myślą, że może ktoś pojedzie dalej niż tylko do Sanoka i nie będziemy musiały przebijać się przez miasto.</p>
<p>Ja jeszcze postanowiłam skoczyć w okoliczne krzaki za potrzebą, która goniła mnie już od Rzeszowa. Okoliczne krzaki okazały się jak najbardziej niesprzyjające sikaniu, bo zaraz za nimi rozpoczynała się droga i zabudowania, gdzie ktoś robił grilla. Poszlajałam się jeszcze trochę po terenie i skapitulowałam, twierdząc, że do Zagórza wytrzymam, a tam może coś znajdę. Wróciłam na przystanek i wystawiłyśmy tabliczkę i kciuka (żeby każda miała coś do roboty <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> ). Po chwili zatrzymał się busikowaty, czerwony mercedes z kierowcą, który pomógł nam załadować toboły do środka i jak się okazało – jedzie aż do Leska. Zazdrościł nam tego, że mamy wakacje i możemy sobie podróżować i zwiedzać. Nawet jeśli są to krótkie wakacje. On, jako kierowca i zarazem sam sobie szef – może i sporo jeździ, ale nie ma czasu zwiedzać. Chociaż przyznał nam się, że jak już jedzie za granicę, to szlag go trafia i wtedy już zwiedza, bo nie mógłby sobie tego odpuścić. Przepraszał nas też za muzykę, jaką puszczał, w momencie, gdyby nam się nie podobała, ale był skazany na radio, bo nie miał żadnych płytek. Poruszyliśmy także temat tego, dlaczego podróżujemy tylko we dwie, a nie wzięłyśmy sobie żadnych facetów. Po chwili jednak doszliśmy do wspólnego wniosku, że czasem trzeba się od nich wyrwać i zresztą – nie bierze się drewna do lasu <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> .</p>
<p>Nasz kierowca specjalnie dla nas przejechał przez centrum Sanoka, żebyśmy mogły sobie cokolwiek zobaczyć. A później, gdy go poprosiłam, żeby przez CB powiedział, że ma dwie autostopowiczki, które jadą do Olszanicy i czy ktoś nas nie chce zabrać, od razu się zgodził, dziwiąc się, że sam na to nie wpadł. Stwierdził natomiast, że jesteśmy pomysłowe i zaradne, przez co damy sobie radę w podróży. Akurat pomysł z wykorzystaniem CB jest stary jak świat, albo przynajmniej jak samo CB, ale mimo wszystko miło coś takiego usłyszeć. Szczególnie, że dosłownie po chwili odezwał się kierowca, który zgodził się zabrać nas z Leska do Olszanicy. Zostałyśmy wysadzone na zatoczce przy parku, gdzie trwał jakiś festyn, aby po chwili zabrał nas stamtąd starszy człowiek, jeżdżący także trochę starszym, czerwonym Peugeotem. Jak się okazało, był kiedyś przewodnikiem po Beskidzie Niskim i polecił nam parę tras po Bieszczadach. Wysadził nad pod Delikatesami w Olszanicy, skąd musiałyśmy radzić sobie same. Zaraz za naszym autem zatrzymało się kolejne, z którego wyszedł autostopowicz, który rzucił nam się w oczy jak jechałyśmy z naszym byłym przewodnikiem. Od razu wystawiłyśmy tabliczkę z nazwą naszej wsi, z myślą, że jak już kogoś zabrał, to zabierze i nas. Z tym, że okazało się, że on tego chłopaczka tylko wyrzuca, bo dalej nie jedzie. Za to chłopaczek jak najbardziej idzie w naszą stronę, odwiedzić swoją (podobno byłą) dziewczynę (Oaza w naszej docelowej wsi). W takim razie ruszyliśmy w drogę już w trójkę, a Sebastian (bo tak nazywał się owy autostopowicz) okazał się być bardzo sympatyczny. Jechał całą drogę na stopa z Krakowa, a następnego dnia wracał do domu. A to nam się wydawało, że przejeżdżamy kawał Polski, żeby zaraz wracać!</p>
<p>I kolejny raz zobaczyłyśmy tego dnia wyższość autostopu nad innymi środkami lokomocji. Pół dnia straciłyśmy na opóźnieniach pociągów, potem różne dziwne sytuacje ze zwrotem biletów, drogie ceny PKSów. A autostopem bardzo szybko dotarłyśmy do celu i to w cudownych humorach, dowiadując się wiele o ludziach. A Sebastian byłby na miejscu o wiele wcześniej, gdyby nie to, że nie chciało mu się wstawać. A my nie dość, że musiałyśmy wcześnie wstać, to byłyśmy w Olszanicy o tej samej, później godzinie, co on.</p>
<p>I całe 10km musiałyśmy przejść z buta, ale nie było to problemem, bo szło się w miłym towarzystwie. Jedynym problemem była beznadziejność naszych plecaków, które z zepsutą regulacją ramion (mój) i stelażem (Magdy) obciążały plecy i ramiona, a w dodatku … i to chyba najgorsze – opadały na tyłki, które obcierały – dość boleśnie.</p>
<p>Oczywiście łapanie stopa na wsi, w trzy osoby, z trzema dużymi plecakami i gdy zaczyna się już ściemniać – nie należy do najłatwiejszych. We dwie złapałybyśmy o wiele szybciej, ale nie chciałyśmy pozbywać się sympatycznego Sebastiana, który dodatkowo zaserwował nam obiad – chleb z konserwą! Niebo w gębie!</p>
<p>Na miejsce dotarliśmy po dwóch godzinach marszu, ale przecież wcale nam się nie śpieszyło. Trafiłyśmy prosto na rodzinną imprezę, którą przeczekałyśmy w stanie „śmierdzącym i spoconym”, aby potem wskoczyć do wanny ciepłej wody, na świeżym powietrzu. Coś wspaniałego, gdyby nie to, że potem trzeba było z tej wody wyjść. Na szczęście mogłam spokojnie skorzystać z toalety, a przecież mój pęcherz męczył się od Rzeszowa …</p>
<p>Bum, Bum, Bum &#8230; Musze coś z sobą zrobić. Nie dość, że dużo gadam, to dużo piszę.Cały opis tego 4 dniowego wypadu zajął mi 8 stron A4 pisanych najmniejszą czcionką. Dlatego podzielę to na dni, żeby nikogo nie zabić ogromem treści. A co!</p>
<p>A kto nie chce, niech nie czyta <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina!</p>
<p>PS I nadal czekam na zdjęcia od Magdy &#8230; Ale czy się doczekam &#8230; To pewnie nie <img src='http://s2.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' /> </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/26/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/26/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=26&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/25/zabieszczaduj-dzisiaj-z-nami-dzien-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Galery</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/03/galery/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/03/galery/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Aug 2010 13:41:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=21</guid>
		<description><![CDATA[Ha! I moje plany odnośnie podróży, zwiedzania świata i czerpania z tego przyjemności spełzły, jak na razie, na niczym. A można powiedzieć, że nie skończyło się tylko na planach, bo zaczęłam je realizować, jednak drobne chochliki, tzn. przeciwności losu potrafią &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/03/galery/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=21&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ha! I moje plany odnośnie podróży, zwiedzania świata i czerpania z tego przyjemności spełzły, jak na razie, na niczym. A można powiedzieć, że nie skończyło się tylko na planach, bo zaczęłam je realizować, jednak drobne chochliki, tzn. przeciwności losu potrafią złożyć się w całość i sprawdzić człowiekowi niemałą trudność. W takim razie nie zważając na to, że miałam, z kim jechać, miałam wielką ochotę i w ogóle – musiałam zrezygnować z wyjazdu do Norwegii. Musiałam odmówić różnym firmom, które oferowały mi swój sprzęt w zamian za reklamę. Musiałam pożegnać się z wizją podróży. Co nie było aż tak łatwe.</p>
<p>Za to wyruszyłam na Mazury w celach jak najbardziej zarobkowych. Z głową pełną urojeń o tym, że pewnie uda mi się połączyć pracę z wypoczynkiem i jestem szczęściarą i powinnam się cieszyć. Cieszyłam się, cieszyłam. Do czasu. Bo może i byłam szczęściarą, ale cudotwórcą na pewno nie i nie udało mi się połączyć pracy po minimum 15h dziennie z wyprawami kajakowymi, nurkowaniem, zwiedzaniem itd. Ale o pracy już nie chcę wspominać, bo to raczej nie są dobre wspomnienia, szczególnie, jeśli chodzi o późniejsze rozliczanie się, mobbing i oszukanie w kwestii zarobku.</p>
<p>Skupmy się na tych milszych stronach. Widocznie taka już jestem, że i w pracy musiałam, chociaż trochę zażyć autostopu. To tak dla potomności, dla zapamiętania i włączenia do ogólnego rozrachunku, uwaga, uwaga … Prezentuję:</p>
<ol>
<li>Podróż z panem kierowcą tira, który nie dość, że zatrzymał się zaraz po tym jak wyciągnęłam kciuk na przystanku, to włączył nam klimatyzację, gdy tylko powiedziałam delikatnie, że jest „gorąco”. I zrobił to mimo tego, że w przeszłości przez klimatyzację zawsze chorował. Bardzo mu za to dziękuję i przepraszam za koleżankę, która okazała się być bardzo rozrzutna, jeśli chodzi o picie soku pomidorowego. Ludzie, pamiętajcie, że owszem, przed napiciem się trzeba taki sok wstrząsnąć, ale trzeba najpierw sprawdzić, czy się go zakręciło… Trasa krótka, ale musiałyśmy jakoś wrócić z „miasta” do naszej wsi, gdzie przyszło nam pracować. A czas naglił, praca czekała.</li>
<li>Jeden jedyny wolny dzień i podróż na Grunwald! Łapanie stopa o 6 rano na takim zadu…zakątku, na jakim przyszło mi pracować, okazało się o wiele łatwiejsze niż przypuszczałam. Ale przede wszystkim – chwała tabliczce z nazwą miejscowości, bo inaczej pewnie dłużej bym stała niż te 15 minut. Zatrzymał się pewien pan, mieszkający w Warszawie, pracujący na Mazurach (bodajże, jako weterynarz, jeśli dobrze zrozumiałam), odwiedzający znajomych w Gdańsku. Tłumaczył mi się, że jedzie tam i praktycznie zaraz wraca, ale miał do wyboru albo wcale nie jechać, albo być w Gdańsku wprawdzie tylko chwilę, ale spotkać się z ludźmi. I akurat mi się nie musiał tłumaczyć, bo sama wiele razy tak robiłam. Nie ważne jak długo, ważne, z kim i jak! Dziękuję temu kierowcy tym bardziej, że zatrzymał się i wziął mnie ze sobą (podwożąc tam gdzie chciałam, tylko i wyłącznie z własnej, nieprzymuszonej woli), mimo iż rodzice od dziecka mówili mu, żeby autostopowiczów nie brał, bo są niebezpieczni i w ogóle. Porozmawialiśmy trochę na ten temat. Mam nadzieję, że pozostawiłam po sobie dobre wrażenie i będzie to kolejny kierowca przekonany do zabierania autostopowiczów. Nie taki diabeł straszny <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </li>
<li>Z Olsztyna, już z kolegą – inwazja na Grunwald. Też dużo trudu nas to nie kosztowało. Wystarczyło podjechać autobusem na wylotówkę i wyciągnąć tabliczkę z napisem „Grunwald”. Patrząc na olbrzymie rzesze turystów, którzy tam zmierzali, miałam nadzieję, że z kimś się zabierzemy. I udało się. Para miejscowych, którzy na Grunwald jechali nie pierwszy raz bardzo szybko zawiozła nas na miejsce. Jak na realia dojazdu na Grunwald – bardzo szybko. Sporo pomogła w tym szybka i mocno … ryzykowna jazda kierowcy, który skutecznie wymijał wszystkie samochody, tak, że jak dojechaliśmy pod pole bitwy, to korek był zdecydowanie mniejszy niż w późniejszych godzinach. Aczkolwiek też sporo się w nim nastaliśmy, ale czego się spodziewać po 600 rocznicy Bitwy pod Grunwaldem?</li>
</ol>
<p>A jeśli chodzi o sam Grunwald, to ukłon w stronę organizatorów i mocny kopniak, że jak na 600 rocznicę, to trochę im ta organizacja nie wyszła. Nie wspomnę o samej inscenizacji, nagłośnieniu, jednym telebimie i tym, że większość turystów nie widziała, co się dzieje. A raczej o tym, co działo się później – upał niesamowity, karetka jeździła, co chwilę, zgarniając ze sobą i bohaterów inscenizacji jak i widzów. Skończyły się napoje w sklepach, a towar nie mógł dojechać z powodu korków, zmiany organizacji ruchu itd. W wiosce funkcjonował jeden sklep o wdzięcznej (i mówiącej wszystko) nazwie „Sklep wiejski”, który idealnie nadawałby się do filmu o czasach PRLu, kiedy to do sklepu przywieźli interesujący towar, a kolejki ustawiały się kilometrowe (a w środku dwie, w porywach trzy, ekspedientki i towar, który znikał w zawrotnym tempie).</p>
<p>W takim razie w obozach rycerskich panowała susza, dodatkowo ustawiały się kilometrowe kolejki do kranów z wodą, nawet tych udostępnionych tylko dla ludzi z odtwórstwa. Czyli jedna wielka masakra, patrząc na to, że upał skończył się dopiero w godzinach późno wieczornych, ale pić chciało się coraz mocniej, szczególnie tym, którzy namęczyli się podczas inscenizacji.</p>
<p>Że nie wspomnę o późniejszej burzy, która długo zbierała się nad polami Grunwaldu, a uderzyła w nocy. Tego już na własne oczy nie widziałam, ale słyszałam, że kierowcy mieli spore problemy z wydobyciem swojego auta z parkingowego błota.</p>
<p>No, ale cóż. Nie to jest najważniejsze, a ważne są dobre wspomnienia, a ja trochę takowych zebrałam (mimo udaru słonecznego!), głównie przebywając w obozie rycerskim ze znajomym bractwem, za co (jeśli czytają, a nawet, jeśli nie) dziękuję i mam nadzieję, że woda, którą przywiózł mój osobisty transport ukoiła, chociaż trochę Wasze pragnienie <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<ol>
<li>I ostatnie stopowanie. Na szybko, wyrywając się z pracy, jadąc po towar dla szefa – skok do najbliższego miasta i powrót. I o dziwo długo stałyśmy, nie pomagało nawet machanie nadmuchaną rękawiczką jednorazową, znalezioną przypadkiem w kieszeni (pozostałość z pracy. Chociaż niektórzy ludzie odmachiwali. Szczególnie Niemcy). Ale w końcu zatrzymał się pan prowadzący lawetę pomocy drogowej i wiozący … uwaga! Starą, turkusową, czy jak ją nazwać –skodę. Fajna sprawa <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Po załatwieniu swoich spraw, stanęłyśmy na pamiętnym z pierwszego stopowania w tym miejscu – przystanku. I znowu nie musiałyśmy długo czekać, bo zabrało nas dwóch młodych ludzi, którzy jechali do naszej wioski, ale związani byli w jakiś sposób z Giżyckiem. Nie ustaliłyśmy dokładnie, w jaki sposób, bo rozmowa rozpoczęła się dopiero pod koniec podróży. Przepraszamy, że nie na początku, ale obydwie jesteśmy lekko głuche i po prostu nie usłyszałyśmy zagajenia rozmowy i dopiero później do nas dotarło. Niezła wtopa <img src='http://s1.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Ale ważne, że wrażenia miłe i Panowie być może odwiedzą moje miejsce pracy. Mnie tam już nie ma, ale koleżanka a i owszem.</li>
</ol>
<p>I teraz po powrocie do domu patrzę na te swoje zarobione pieniądze i myślę, że w sumie nie ma ich mało. Ale nie ma ich też dużo. I dlatego myślę, co tu sobie kupić, co jest mi najbardziej potrzebne. Sztormiak, kurtka, spodnie, śpiwór, plecak … I takie wyliczenia. A przecież jeszcze rejs, a może jakaś wyprawa, a może coś tam. I tak sobie siedzę w martwym punkcie i zastanawiam się, co i jak, zamiast pójść na spontana i mieć z głowy.</p>
<p>Ale na razie to muszę się wykurować i odpocząć po galerniczej pracy. Dlatego ostatnie dni prawie w całości przespałam, a jedyna aktywność to odwiedzenie lekarza, zrobienie sałatki i jedna przejażdżka rowerem. A jutro odwiedzę szpital, gdzie na oddziale laryngologicznym obejrzą moje ucho i zapewne wystawią wyrok. Tak to jest jak się nie umie wyrównać ciśnienia podczas nurkowania i nawet się nie czuje (sic!), że coś jest nie tak. Ale i tak się cieszę, że mogłam odreagować stresy pod wodą. Za co serdecznie dziękuję wszystkim nurkom z bazy nurkowej, którzy wspierali mnie w ciężkiej pracy i pokazali jak fajne jest nurkowanie i  brać ludzi zajmująca się tym.</p>
<p>To by było na tyle. Pozdrawiam i wszystkim podróżującym – życzę powodzenia. A co ze mną, to się jeszcze okaże.</p>
<p>Paulina</p>
<p><a href="http://bifrostend.files.wordpress.com/2010/08/imga0444.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-22" title="IMGA0444" src="http://bifrostend.files.wordpress.com/2010/08/imga0444.jpg?w=300&#038;h=168" alt="Teletubiś :)" width="300" height="168" /></a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/21/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/21/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=21&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/08/03/galery/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://bifrostend.files.wordpress.com/2010/08/imga0444.jpg?w=300" medium="image">
			<media:title type="html">IMGA0444</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Into the Wild</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/23/into-the-wild/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/23/into-the-wild/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Jun 2010 00:04:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=18</guid>
		<description><![CDATA[Dwa lata wędruję po świecie. Żadnego telefonu, żadnego basenu, żadnych domowych zwierzaków, żadnych papierosów. Totalna wolność. Esteta, podróżnik, którego domem jest droga. Uciekł z Atlanty. Nie będziesz powracał, pamiętaj sobie, najlepiej jest na zachodzie. Teraz, po dwóch latach wędrówki, nadchodzi &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/23/into-the-wild/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=18&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="alignnone" title="Okładka książki - Wszystko za życie" src="http://republika.pl/blog_ay_4768891/7302693/tr/krakauer.jpg" alt="" width="290" height="410" /></p>
<p><em>Dwa lata wędruję po świecie. Żadnego telefonu, żadnego basenu, żadnych domowych zwierzaków, żadnych papierosów. Totalna wolność. Esteta, podróżnik, którego domem jest droga. Uciekł z Atlanty. Nie będziesz powracał, pamiętaj sobie, najlepiej jest na zachodzie. Teraz, po dwóch latach wędrówki, nadchodzi najważniejsza i największa przygoda. Ostateczny bój, aby zabić fałszywe istnienie wewnętrzne i zwycięsko zakończyć rewolucję duchową. Dziesięć dni i nocy w pociągach towarowych i autostopem przywiodło go na wielką, białą północ. Nie będzie już zatruwany przez cywilizację, od której ucieka; wchodzi samotnie w krainę, by zagubić się w dziczy.</em></p>
<p>Alexander Supertramp, napisał te słowa te po odkryciu „magicznego autobusu” podczas swojej &#8222;Wielkiej Alaskańskiej odysei&#8221;. <strong>Christopher Johnson McCandless</strong>, bo tak naprawdę się nazywał, swoim życiem zainspirował Jona Krakauer’a, który napisał o nim książkę. Później na jej podstawie nakręcono film. Tytuł „Wszystko za życie” („Into the Wild”) niektórym mówi pewnie wiele. Szczególnie, jeśli chodzi o rzesze podróżujących, którzy przez niego poczuli chęć poznania prawdziwego życia.</p>
<p>Z racji takich, a nie innych … zaistniałych okoliczności, raczej nie za szybko pojawi się tutaj relacja z jakiejkolwiek podróży. Dlatego odszukując stare zapiski, przedstawię recenzję wyżej wspominanej książki. Z dedykacją dla tych, którzy szukają tego „czegoś”. I dla wszystkich, którzy jeszcze nie zaczęli. I być może nigdy nie zaczną.</p>
<p>Książka opowiada o młodym mężczyźnie, który od początku swojego istnienia był „inny”. Już, jako dziecko miał nietypowe podejście do życia i rodziny. Szczególnie rodziców. Tak naprawdę szanował tylko i wyłącznie siostrę. W pewnym momencie postanowił porzucić wszystko, nawet swoje ukochane auto, którym odbył wiele podróży, i wyruszyć w ostateczną wyprawę. Poznawał różnych ludzi, różne miejsca. Jednak do nikogo nie potrafił naprawdę się przywiązać. Nie tego widocznie poszukiwał. Aż w  końcu odnalazł swój życiowy cel – dotrzeć na Alaskę i odświeżyć szlak Stampede. Doskonale wiedział, jakie podejmował ryzyko. Jednak mimo wszystko zatopił się w alaskańską dzicz, wyposażony jedynie w znikomą ilość ryżu. Tym, którzy próbowali go powstrzymać, mówiąc, że to wręcz samobójstwo powtarzał, że przecież z mniejszą ilością pożywienia przeżył na pustyni. Postanowił, że nie będzie miał ze sobą mapy. Ten fakt przyczynił się między innymi do jego porażki. Inspiracja Londonem i innymi pisarzami pchała go ciągle przed siebie. A podróż skończyła się tragicznie. Czy jednak można zaryzykować stwierdzenie, że bohater zrobił to, co chciał osiągnąć? Odnalazł swój cel, zrealizował go, a przynajmniej próbował realizować i mimo iż zginął – zwyciężył? Ocenę pozostawiamy sobie. Każdy kto przeczyta tę książkę zapewne będzie miał na ten temat swoją opinię.  A pomóc w ocenie może nam jego pożegnanie, które napisał na odwrocie kartki z fragmentem wiersza Robinsona Jeffersa „Mędrcy w chwilach zapomnienia”.</p>
<p><em>Miałem szczęśliwe życie i dzięki ci, Panie. Do widzenia i niech Bóg was wszystkich błogosławi!</em></p>
<p>Polecam poczytać Wam o Chrisie tutaj <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Christopher_McCandless" target="_blank">http://pl.wikipedia.org/wiki/Christopher_McCandless</a></p>
<p>I teraz trochę mojego komentarza. Książkę czytałam przyjemnością. I chociaż nie rozumiałam wszystkich decyzji bohatera – byłam z nim. Jak z prawdziwym podróżnikiem. Z kimś, kto miał tyle odwagi, żeby zerwać z dotychczasowym życiem i podążać wybraną drogą.</p>
<p>Jednak nie potrafię zrozumieć, dlaczego w taki, a nie inny sposób podchodził do rodziny i ogólnie – ludzi. Usłyszałam komentarz, że obchodziło go tylko i wyłącznie jego życie, jego tyłek. Nie zwracał uwagi na pozostałych, przez co sprawiał wielu osobom przykrość. Ranił.  Skrzywdził rodzinę. Przede wszystkim rodziców. A nawet siostrę, którą przecież szanował. Widocznie całkowicie pochłonęła go droga i wędrówka. Jednak nie mogę go w całości usprawiedliwić. Co innego poszukiwanie własnego miejsca, co innego krzywdzenie bliskich. Nawet, jeśli nie myślą podobnie jak my, nie żyją w „tym samym świecie”.</p>
<p>Książka jednak inspiruje. Podróż Chrisa daje siłę i wielu, w tym po części także i ja – chciałaby podążać jego szlakiem. Dobrze wiem, że gdybym z ekwipunkiem, którym dysponował McCandles „przecierała” szlaki Alaski, miałabym znikome szanse na przeżycie. Zdaję sobie z tego sprawę, podobnie zapewne jak Chris. I tutaj się różnimy. Podchodzę do tego typu spraw inaczej i poczekałabym trochę, zapewniła sobie odpowiednie produkty i dopiero wtedy wyruszyła. Przecież nikt nie powiedział, że racjonalne podejście do niektórych spraw i wolna podróż się wykluczają. Nie chcę zginąć. Wolałabym po wielu latach usiąść w fotelu, przed kominkiem i móc dzielić się swoimi opowiadaniami z innymi. Pokazywać zdjęcia, dzienniki z podróży. A może i planować dalsze przygody. Co innego udać się na pewną śmierć, tym samym odbierając sobie radość z sukcesu wędrówki, co innego zginąć, spełniając swoje marzenia. Bo czy takiego finału nie można było uniknąć?</p>
<p>Dzieło Krakauer’a daje chęć do wędrówki, ukazuje jej sens w nowym świetle. Podobnie oddziałuje podobno film – którego jeszcze nie miałam okazji obejrzeć. Ale być może to i dobrze, gdyż zawsze lepiej przemawiają do mnie literki na papierze. Można je wtedy bardziej poczuć, bo książkę każdy widzi w swój sposób, taki, który nas najbardziej pociąga, motywuje i nakręca. Unosi. Film to wizja reżysera i gra aktorów.</p>
<p>Znam ludzi (głównie jednak z opowiadań), którzy od tej książki zaczynają przygodę z wędrówką i autostopem. Także takich, którzy po przeczytaniu tej historii dostają swoistego „kopa” w cztery litery i dopiero wtedy analizują naprawdę swoje życie. Niektórzy widzą wtedy, że zmarnowali szansę, inni – że robią to, co właśnie powinni.  Moim zdaniem tego typu literatura, szczególnie, jeśli oparta jest na faktach, daje chęć dalszej wędrówki, dalszego życia. Szczególnie tym, którzy czują „przygodę”. Chcą wejść na drogę i nigdy z niej nie schodzić. Iść za marzeniami. I chociaż bohater zginął tragicznie, podejrzewam, że nie żałował. I to jest najważniejsze. I chociaż nie we wszystkim się z nim zgadzam i wiele rzeczy zrobiłabym w inny sposób. Nie wiem czy lepszy, ale – inny. Podziwiam, że miał odwagę.</p>
<p>Polecam. Nie tylko tym, którzy wędrują, ale także wszystkim, co chcą zacząć. Także ludziom, którzy są przeciwni tego typu przedsięwzięciom. Być może opowieść o Chrisie nie jest najlepsza do przekonania, bo kończy się śmiercią, a w dodatku pokazuje obraz krzywdy, jaką wyrządził rodzinie i znajomym. Jednak każdy, kto chociaż odrobinę pomyśli &#8211;  zrozumie, że nie zawsze tak to wygląda. Wszystko zależy od tego, jaki cel sobie postawimy  i w jaki sposób do niego dążymy. Najważniejsze jednak, żeby się odważyć.</p>
<p>*Kiedyś ktoś mi zarzucił, że „niepotrzebnie zdradzam zakończenie i to, że główny bohater zginął. Nie zdradziłam tego, autor książki nie przedstawia zdarzeń w sposób ściśle chronologiczny. Od początku wiadomo, że Chris zginął, a potem rozpoczyna się swoiste „dochodzenie”. A raczej – podążanie szlakiem wędrowca. Z wspomnieniami samego autora.</p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina!</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/18/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/18/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=18&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/23/into-the-wild/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://republika.pl/blog_ay_4768891/7302693/tr/krakauer.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Okładka książki - Wszystko za życie</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Aklimatyzacja?</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/11/aklimatyzacja/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/11/aklimatyzacja/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Jun 2010 19:28:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=15</guid>
		<description><![CDATA[No cóż, taka już jestem, że czasem coś muszę napisać. Szczególnie ostatnio coraz częściej mnie na takie małe przyjemności ochota nachodzi. Dlatego też nim przejdę do sedna tego bloga i zacznę tutaj zamieszczać to, do czego został (przeze mnie) stworzony &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/11/aklimatyzacja/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=15&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No cóż, taka już jestem, że czasem coś muszę napisać. Szczególnie ostatnio coraz częściej mnie na takie małe przyjemności ochota nachodzi. Dlatego też nim przejdę do sedna tego bloga i zacznę tutaj zamieszczać to, do czego został (przeze mnie) stworzony – piszę tę notkę i pewnie jeszcze jakaś się pojawi.</p>
<p>Himalaiści nim rozpoczną wyprawę na upragniony szczyt, muszą najpierw zaaklimatyzować się w trochę niższych terenach. Wyrusza się i przyzwyczaja do wysokości, czyli rozrzedzonego powietrza, braku tlenu i niskiego ciśnienia, które powodują mdłości i ból, rozsadzający czaszkę (tak, dokładnie jak mówi Kinga Baranowska w reklamie Ibupromu!). Organizm zatrzymuje też wodę, więc puchnie całe ciało, włącznie z organami wewnętrznymi. A aklimatyzacja polega na ciągłym wspinaniu się i schodzeniu niżej, tak, żeby powoli przyzwyczajać się do panujących tak wysoko warunków.</p>
<p>No to właśnie aklimatyzacją do autostopowych wyjazdów mogę nazwać to, co mi się w ostatnich dwóch tygodniach ciągle przytrafia. Wysiadają inne środki transportu, albo po prostu mam ochotę akurat przez wyciągnięty kciuk gdzieś się dostać – no to w drogę. Krótkie trasy, jakby przygotowujące do czegoś więcej? Można tak to nazwać, ale bardziej w formie żartu. Akurat tak mi się złożyło. A na nic dłuższego nie mam czasu, więc pozostaje mi czekać do wakacji i do tego, żebym przynajmniej mogła zacząć myśleć o jakimkolwiek urlopie. Bo teraz to już nie wyrabiam i dosłownie jak na ośmiotysięczniku – bóle głowy (odwieczne), mdłości i same niekoniecznie fajne dolegliwości. A to Ci psikus.</p>
<p>Z racji tego, że niczego innego nie mogę opisać, to pochwalę się, w jakich okolicznościach ostatnio jeździłam.</p>
<p>Pierwsza z nich to podróż do sklepu w górach – kilka kilometrów, ale pogoda nie rozpieszczała, trochę już miałam w nogach, a zależało mi na czasie. Oczywiście źle zapamiętałam drogę i stwierdziłam, że krótszy kawałek przejdę, dłuższy – podjadę. Skończyło się na tym, że w jedną stronę przeszłam wszystko pieszo, a w drodze powrotnej pomyliłam kolejność. Schodząc z górki, przy zakręcie zobaczyłam zatoczkę i nim do niej doszłam – jechało auto, wyciągnęłam kciuk. I się zatrzymało. Nie wiem jak pan kierowca odebrał to, że trzymałam w ręce worek z piersią z kurczaka, aczkolwiek to już trochę dłuższa historia. Dziękuję mu bardzo za ten przejechany kilometr, pozdrawiam też jego córkę, z którą nie bał się zatrzymać (dziewczyna łapiąca stopa może nie wygląda niebezpiecznie, ale dziewczyna z kawałkiem mięsa w worku …).</p>
<p>Kolejna historia to dwa dni po przygodzie w górach. Ledwo wróciłam, wyspałam się, wstałam w środku nocy i spakowałam się do Wrocławia. Oczywiście zbyt późno wyszłam z domu i z 20kg plecakiem biegłam przez całą drogę na przystanek (1km). Autobus nie przyjechał na czas. Nie przyjechał także w ciągu dziesięciu minut, ani dziecięciu następnych. Gdy przeczekałam już pół godziny, zdenerwowana tym, że muszę stać i tym, że psują mi się plany, stwierdziłam, że wyciągnę kciuk i zobaczę czy ktoś się zatrzyma. Szczególnie, że na następny autobus nie mogłam czekać, bo uciekłby mi pociąg. Pierwsze przejeżdżające auto i już sukces. Zatrzymała się kobieta, która w Boże Ciało, o 5 rano jechała do pracy. I to, jaki kawał do tej pracy miała! Pi razy oko 60km. Ale pocieszające jest to, że przeprowadziła się tak daleko dla ciszy i spokoju wsi, czego nie żałuje. Gratuluję i dziękuję za podwiezienie i uratowanie tyłka. Swoją drogą, jak się okazało – zdążyłam na wcześniejszy pociąg i zrobiło mi się o wiele ciekawsze połączenie.</p>
<p>Apetyt rośnie w miarę jedzenia i zachęcona dobrą passą, postanowiłam, że do koleżanki także wybiorę się autostopem, bo naprawdę NIE CHCE MI SIĘ jechać autobusem na dworzec, a potem pociągiem do niej. W przypływie natchnienia stworzyłam „karton” z nazwą miejscowości (dwie turkusowe kartki A4 podklejone rozciętym kartonem po mleku, bo innego nie miałam + czarny marker), który prezentuje się rewelacyjnie i na pewno jeszcze kiedyś się przyda. Wyszłam na przystanek, przepuściłam autobus, który jechał. Zerknęłam na rejestracje auta, które zbierało się do wyprzedzania. Jak tylko zobaczyłam, jakie to są literki – wyciągnęłam szybko karton i już miałam transport. Rodzinka z młodą dziewczynką, a kierowca zatrzymał się ze słowami „Stanąłem, bo moja córka też tak kiedyś może będzie jeździć”. Na miejscu byłam szybciej niż pociąg i autobus, którymi miałam jechać (o 2h szybciej), a  także szybciej niż koleżanka, którą odwiedzałam,  ale nakręcona podróżą jakoś wytrzymałam te pięć godzin wyczekiwania (być może dlatego, że przysnęłam na przystanku).</p>
<p>I dzisiejsza przygoda. Na dworze gorąco, a jak już wspominałam wcześniej – nienawidzę jak jest tak ciepło. Moją optymalną temperaturą jest taka w granicach 20 stopni i raczej nie więcej. Na pewno, nie raczej. A jak przed oczami stanęła mi wizja wracania autobusem w godzinach szczytu, w dodatku w dwóch opcjach – stary autobus – rozgrzany silnik, okna, których nie da się otworzyć, albo otwarcie ich i tak nic nie daje + zapach spalin, albo – nowy autobus – okna, których nie ma, klimatyzacja, która nie działa, w dodatku mniejszy skład i ludzie jeden na drugim  &#8211; stwierdziłam, że wolę pojechać ten kawałek autostopem, a licząc na swoje szczęście, będę wybierała transport z klimatyzacją.</p>
<p>Musiałam jednak podjechać na wylotówkę. Nie pamiętałam, w jakich godzinach jeżdżą darmowe autobusy, więc stwierdziłam, że pojadę każdym innym. Akurat na moim peronie stał właściwy numer – i już odjeżdżał. Dopiero jak do niego wbiegłam zorientowałam się, że owszem, numer właściwy, ale nazwa miejscowości docelowej – inna. Nie jechałam w tą stronę, co miałam. Wysiadłam na drodze, która prowadziła w stronę inną niż bym chciała. Kolejna myśl – po co będę się wracać autobusem na dworzec, jak mogę złapać i tutaj stopa, albo jadącego do centrum, albo, na wylotówkę, a może od razu do mnie. Kto wie. Wyciągnęłam kciuk i czekałam aż auta ruszą po zapaleniu się zielonego. Wspominając poprzednie stopy z ostatnich dni i kierowców, którzy od razu się zatrzymywali, dodając do tego upał – odechciało mi się czekania i powoli szłam w kierunku mojej wylotów ki. Wyciągałam kciuk, co tylko zobaczyłam, że jedzie „seria z zielonego”. Za drugą serią zatrzymał się biały tranzyt, który jak się okazało – jedzie w moją stronę i potrzebuje nawigatora. Pięć metrów dalej okazało się, że jednak nie jedzie w moją stronę, ale nawigatora i tak potrzebuje. Kierowca postanowił, że jak już się zatrzymał, to nadrobi drogi i mnie odwiezie. Bardzo jestem mu za to wdzięczna, ale skorzystałam tylko z podwózki pod światła, do których jechał i wytłumaczyłam drogę dalej. Nie chciałam człowieka wykorzystywać, szczególnie w taki skwar. A na przystanek miałam już w zasadzie blisko. Co nie zmienia faktu, że nadal nie chciało mi się na niego iść, ani ładować do autobusu. Więc raz jeszcze wyciągnęłam kciuk z nadzieją, że trafi się coś jadącego w moją stronę, co nie skręca na światłach. Żeby chociaż do tych świateł dojeżdżało, chociaż najlepiej by było, żeby jechało coś z rejestracją zaczynającą się na … Nie zdążyłam nawet do końca pomyśleć. Zatrzymało się auto z upragnioną rejestracją. Pan, który mnie zabrał jak się nie odzywał, to później zaczął rozmawiać, a jako, że ma syna kończącego gimnazjum, tematy szkoły i jemu były bliskie. W ten oto sposób znalazłam się w domu – mimo, że od „dupy strony” (za przeproszeniem), to szybciej niż autobus, w o wiele lepszym humorze i z apetytem na więcej.</p>
<p>Być może jutro też wyciągnę kciuk i wybędę nad jezioro. Być może uda mi się wkręcić w załogę regatową. Byłoby super. Jednak czekam na wakacje. Szczególnie dlatego, że w głowie siedzi mi taki, a nie inny plan. Ojej, Ojej!</p>
<p>I na zakończenie – <strong>Oj tam, Oj tam</strong>. Bo tak <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina!</p>
<p>EDIT: O Majn Got! Ileż tego tekstu mi wyszło. A to miała być krótka notka.  Ale &#8230; <strong>Oj tam, Oj tam</strong> <img src='http://s0.wp.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/15/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/15/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=15&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/11/aklimatyzacja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>BifrostStart&#8217;s!</title>
		<link>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/09/bifroststarts/</link>
		<comments>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/09/bifroststarts/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Jun 2010 19:34:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bifrostend</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bifrostend.wordpress.com/?p=7</guid>
		<description><![CDATA[I przychodzi ten moment. Przychodzi w końcu ta chwila. Nie jest to być może do końca normalne. Upał tak działa na ludzi, szczególnie tych, którzy wolą chłodniejsze klimaty (pozdrawiam Skandynawię!). Nieprzespana noc, albo przespana w naprawdę niewystarczającej ilości &#8211; też &#8230; <a href="http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/09/bifroststarts/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=7&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>I przychodzi ten moment. Przychodzi w końcu ta chwila.</p>
<p>Nie jest to być może do końca normalne. Upał tak działa na ludzi, szczególnie tych, którzy wolą chłodniejsze klimaty (pozdrawiam Skandynawię!). Nieprzespana noc, albo przespana w naprawdę niewystarczającej ilości &#8211; też może odcisnąć na tym wszystkim swoje piętno. A co jeśli przez upał ktoś nie przespał nocy? To już chyba w ogóle masakra?</p>
<p>W moim przypadku zakończyło się to wszystko rozmyślaniem. Bo być może dopiero w nocy, przed zaśnięciem, mam czas na spokojną analizę, której mi nikt nie przerwie. A ciemność ukrywa różne rzeczy, ale także pozwala na pokazanie prawdziwego oblicza. Jak z pierścieniem Gygesa w myśl Platona. Nie widać, więc można ściągnąć krępującą maskę.</p>
<p>Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że samo planowanie przyszłości nie wystarczy. Należy podjąć racjonalną decyzję, co się chce w życiu dalej robić. Gorzej jak ktoś nie potrafi. Zagubi się. Albo cały czas żył chwilą i nigdy się nad tym nie zastanawiał.</p>
<p>Ja od kilkunastu lat miałam dla siebie wybraną drogę. Obrany cel, to na czym miałam się skupiać i co w życiu osiągnąć. I byłoby dobrze, gdyby dosłownie na chwilę przed podjęciem ostatecznej decyzji &#8211; nie zwątpić. W swoje możliwości i w to, czy aby na pewno dobrze wybrałam. I stoję teraz na rozstaju dróg i mam wiele opcji. Nie wiem którą wybrać. A każda jest teraz na wagę złota.</p>
<p>Czy żyć chwilą? I marzeniami, chociażby tymi wymyślonymi w nocy? Czy poddać się pędowi podróży, uwierzyć w sukces i zrealizować wszystkie szalone plany, które zaledwie przed kilkoma godzinami wymyśliłam? A może jednak postawić na tym co miałam ustalone przez kilkanaście lat? Byłoby super, ale sytuacja się zmieniła i nie wiem czy dam radę.</p>
<p>I co teraz zrobić? Jak ktoś znajduje się na środku drogi, to może pójść w jedną lub drugą stronę. Ja nie znajduję się nawet na jej środku. Obecnie mam pod górę. Ale może właśnie o to chodzi? Po stromym podejściu, wielu trudach, w końcu następuje szczyt. A z niego zawsze rozciągają się piękne widoki, a człowiekowi z serca wyrywa się &#8222;Warto było!&#8221;.</p>
<p>Być może poświęcenie się podróży, reportażom i dziennikarstwu jest tym co powinnam zrobić. Medyczne aspiracje też wtedy można spełniać. Ale czy dam radę? Czy będę mogła robić to co akurat chcę? Czy znajdę na to wszystko czas, zdrowie i środki? Nie wiem. Ale jak się czegoś bardzo pragnie i wierzy w powodzenie, to szczęście nam sprzyja. A jeśli coś idzie nie po naszej myśli &#8211; to być może jest to lepsze rozwiązanie? Może warto spróbować? Próbuję. Chyba. Stąd też zaczęłam od założenia WordPress. A później powoli, powoli, będę wprowadzać w życie swój plan.</p>
<p><a href="http://bifrostend.files.wordpress.com/2010/06/bez-nazwy-1.jpg"><img class="alignleft size-medium  wp-image-8" title="Tarnica. Bieszczady" src="http://bifrostend.files.wordpress.com/2010/06/bez-nazwy-1.jpg?w=225&#038;h=300" alt="" width="225" height="300" /></a></p>
<p>Tyle.</p>
<p>Pozdrawiam,</p>
<p>Paulina!</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/bifrostend.wordpress.com/7/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/bifrostend.wordpress.com/7/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=bifrostend.wordpress.com&amp;blog=14118459&amp;post=7&amp;subd=bifrostend&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bifrostend.wordpress.com/2010/06/09/bifroststarts/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/f2ed0af62a1c8c6ab3b9b659780ee68d?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">bifrostend</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://bifrostend.files.wordpress.com/2010/06/bez-nazwy-1.jpg?w=225" medium="image">
			<media:title type="html">Tarnica. Bieszczady</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
