Galery

Ha! I moje plany odnośnie podróży, zwiedzania świata i czerpania z tego przyjemności spełzły, jak na razie, na niczym. A można powiedzieć, że nie skończyło się tylko na planach, bo zaczęłam je realizować, jednak drobne chochliki, tzn. przeciwności losu potrafią złożyć się w całość i sprawdzić człowiekowi niemałą trudność. W takim razie nie zważając na to, że miałam, z kim jechać, miałam wielką ochotę i w ogóle – musiałam zrezygnować z wyjazdu do Norwegii. Musiałam odmówić różnym firmom, które oferowały mi swój sprzęt w zamian za reklamę. Musiałam pożegnać się z wizją podróży. Co nie było aż tak łatwe.

Za to wyruszyłam na Mazury w celach jak najbardziej zarobkowych. Z głową pełną urojeń o tym, że pewnie uda mi się połączyć pracę z wypoczynkiem i jestem szczęściarą i powinnam się cieszyć. Cieszyłam się, cieszyłam. Do czasu. Bo może i byłam szczęściarą, ale cudotwórcą na pewno nie i nie udało mi się połączyć pracy po minimum 15h dziennie z wyprawami kajakowymi, nurkowaniem, zwiedzaniem itd. Ale o pracy już nie chcę wspominać, bo to raczej nie są dobre wspomnienia, szczególnie, jeśli chodzi o późniejsze rozliczanie się, mobbing i oszukanie w kwestii zarobku.

Skupmy się na tych milszych stronach. Widocznie taka już jestem, że i w pracy musiałam, chociaż trochę zażyć autostopu. To tak dla potomności, dla zapamiętania i włączenia do ogólnego rozrachunku, uwaga, uwaga … Prezentuję:

  1. Podróż z panem kierowcą tira, który nie dość, że zatrzymał się zaraz po tym jak wyciągnęłam kciuk na przystanku, to włączył nam klimatyzację, gdy tylko powiedziałam delikatnie, że jest „gorąco”. I zrobił to mimo tego, że w przeszłości przez klimatyzację zawsze chorował. Bardzo mu za to dziękuję i przepraszam za koleżankę, która okazała się być bardzo rozrzutna, jeśli chodzi o picie soku pomidorowego. Ludzie, pamiętajcie, że owszem, przed napiciem się trzeba taki sok wstrząsnąć, ale trzeba najpierw sprawdzić, czy się go zakręciło… Trasa krótka, ale musiałyśmy jakoś wrócić z „miasta” do naszej wsi, gdzie przyszło nam pracować. A czas naglił, praca czekała.
  2. Jeden jedyny wolny dzień i podróż na Grunwald! Łapanie stopa o 6 rano na takim zadu…zakątku, na jakim przyszło mi pracować, okazało się o wiele łatwiejsze niż przypuszczałam. Ale przede wszystkim – chwała tabliczce z nazwą miejscowości, bo inaczej pewnie dłużej bym stała niż te 15 minut. Zatrzymał się pewien pan, mieszkający w Warszawie, pracujący na Mazurach (bodajże, jako weterynarz, jeśli dobrze zrozumiałam), odwiedzający znajomych w Gdańsku. Tłumaczył mi się, że jedzie tam i praktycznie zaraz wraca, ale miał do wyboru albo wcale nie jechać, albo być w Gdańsku wprawdzie tylko chwilę, ale spotkać się z ludźmi. I akurat mi się nie musiał tłumaczyć, bo sama wiele razy tak robiłam. Nie ważne jak długo, ważne, z kim i jak! Dziękuję temu kierowcy tym bardziej, że zatrzymał się i wziął mnie ze sobą (podwożąc tam gdzie chciałam, tylko i wyłącznie z własnej, nieprzymuszonej woli), mimo iż rodzice od dziecka mówili mu, żeby autostopowiczów nie brał, bo są niebezpieczni i w ogóle. Porozmawialiśmy trochę na ten temat. Mam nadzieję, że pozostawiłam po sobie dobre wrażenie i będzie to kolejny kierowca przekonany do zabierania autostopowiczów. Nie taki diabeł straszny ;)
  3. Z Olsztyna, już z kolegą – inwazja na Grunwald. Też dużo trudu nas to nie kosztowało. Wystarczyło podjechać autobusem na wylotówkę i wyciągnąć tabliczkę z napisem „Grunwald”. Patrząc na olbrzymie rzesze turystów, którzy tam zmierzali, miałam nadzieję, że z kimś się zabierzemy. I udało się. Para miejscowych, którzy na Grunwald jechali nie pierwszy raz bardzo szybko zawiozła nas na miejsce. Jak na realia dojazdu na Grunwald – bardzo szybko. Sporo pomogła w tym szybka i mocno … ryzykowna jazda kierowcy, który skutecznie wymijał wszystkie samochody, tak, że jak dojechaliśmy pod pole bitwy, to korek był zdecydowanie mniejszy niż w późniejszych godzinach. Aczkolwiek też sporo się w nim nastaliśmy, ale czego się spodziewać po 600 rocznicy Bitwy pod Grunwaldem?

A jeśli chodzi o sam Grunwald, to ukłon w stronę organizatorów i mocny kopniak, że jak na 600 rocznicę, to trochę im ta organizacja nie wyszła. Nie wspomnę o samej inscenizacji, nagłośnieniu, jednym telebimie i tym, że większość turystów nie widziała, co się dzieje. A raczej o tym, co działo się później – upał niesamowity, karetka jeździła, co chwilę, zgarniając ze sobą i bohaterów inscenizacji jak i widzów. Skończyły się napoje w sklepach, a towar nie mógł dojechać z powodu korków, zmiany organizacji ruchu itd. W wiosce funkcjonował jeden sklep o wdzięcznej (i mówiącej wszystko) nazwie „Sklep wiejski”, który idealnie nadawałby się do filmu o czasach PRLu, kiedy to do sklepu przywieźli interesujący towar, a kolejki ustawiały się kilometrowe (a w środku dwie, w porywach trzy, ekspedientki i towar, który znikał w zawrotnym tempie).

W takim razie w obozach rycerskich panowała susza, dodatkowo ustawiały się kilometrowe kolejki do kranów z wodą, nawet tych udostępnionych tylko dla ludzi z odtwórstwa. Czyli jedna wielka masakra, patrząc na to, że upał skończył się dopiero w godzinach późno wieczornych, ale pić chciało się coraz mocniej, szczególnie tym, którzy namęczyli się podczas inscenizacji.

Że nie wspomnę o późniejszej burzy, która długo zbierała się nad polami Grunwaldu, a uderzyła w nocy. Tego już na własne oczy nie widziałam, ale słyszałam, że kierowcy mieli spore problemy z wydobyciem swojego auta z parkingowego błota.

No, ale cóż. Nie to jest najważniejsze, a ważne są dobre wspomnienia, a ja trochę takowych zebrałam (mimo udaru słonecznego!), głównie przebywając w obozie rycerskim ze znajomym bractwem, za co (jeśli czytają, a nawet, jeśli nie) dziękuję i mam nadzieję, że woda, którą przywiózł mój osobisty transport ukoiła, chociaż trochę Wasze pragnienie ;)

  1. I ostatnie stopowanie. Na szybko, wyrywając się z pracy, jadąc po towar dla szefa – skok do najbliższego miasta i powrót. I o dziwo długo stałyśmy, nie pomagało nawet machanie nadmuchaną rękawiczką jednorazową, znalezioną przypadkiem w kieszeni (pozostałość z pracy. Chociaż niektórzy ludzie odmachiwali. Szczególnie Niemcy). Ale w końcu zatrzymał się pan prowadzący lawetę pomocy drogowej i wiozący … uwaga! Starą, turkusową, czy jak ją nazwać –skodę. Fajna sprawa :) . Po załatwieniu swoich spraw, stanęłyśmy na pamiętnym z pierwszego stopowania w tym miejscu – przystanku. I znowu nie musiałyśmy długo czekać, bo zabrało nas dwóch młodych ludzi, którzy jechali do naszej wioski, ale związani byli w jakiś sposób z Giżyckiem. Nie ustaliłyśmy dokładnie, w jaki sposób, bo rozmowa rozpoczęła się dopiero pod koniec podróży. Przepraszamy, że nie na początku, ale obydwie jesteśmy lekko głuche i po prostu nie usłyszałyśmy zagajenia rozmowy i dopiero później do nas dotarło. Niezła wtopa ;) Ale ważne, że wrażenia miłe i Panowie być może odwiedzą moje miejsce pracy. Mnie tam już nie ma, ale koleżanka a i owszem.

I teraz po powrocie do domu patrzę na te swoje zarobione pieniądze i myślę, że w sumie nie ma ich mało. Ale nie ma ich też dużo. I dlatego myślę, co tu sobie kupić, co jest mi najbardziej potrzebne. Sztormiak, kurtka, spodnie, śpiwór, plecak … I takie wyliczenia. A przecież jeszcze rejs, a może jakaś wyprawa, a może coś tam. I tak sobie siedzę w martwym punkcie i zastanawiam się, co i jak, zamiast pójść na spontana i mieć z głowy.

Ale na razie to muszę się wykurować i odpocząć po galerniczej pracy. Dlatego ostatnie dni prawie w całości przespałam, a jedyna aktywność to odwiedzenie lekarza, zrobienie sałatki i jedna przejażdżka rowerem. A jutro odwiedzę szpital, gdzie na oddziale laryngologicznym obejrzą moje ucho i zapewne wystawią wyrok. Tak to jest jak się nie umie wyrównać ciśnienia podczas nurkowania i nawet się nie czuje (sic!), że coś jest nie tak. Ale i tak się cieszę, że mogłam odreagować stresy pod wodą. Za co serdecznie dziękuję wszystkim nurkom z bazy nurkowej, którzy wspierali mnie w ciężkiej pracy i pokazali jak fajne jest nurkowanie i  brać ludzi zajmująca się tym.

To by było na tyle. Pozdrawiam i wszystkim podróżującym – życzę powodzenia. A co ze mną, to się jeszcze okaże.

Paulina

Teletubiś :)

2 odpowiedzi na „Galery

  1. A gdzie więcej zdjęć?! :)

  2. No to czekamy z niecierpliwościa :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s